Dawid Juraszek

Skandal z pedofilią w Kościele pokazał nam, że jest problem, ale nie pokazał nam wszystkiego. #MeToo udowadnia, jak wiele kobiet doznało wykorzystywania seksualnego – w większości tych, które dotąd o tym nie mówiły. Skala problemu praktycznie z dnia na dzień ukazała się wszem wobec w całej swojej zatrważającej rozciągłości. Mając tego świadomość, kto ośmieli się powiedzieć, że ujawnione przypadki wykorzystywania seksualnego nieletnich ministrantów to przypadki jedyne? Kto będzie się upierał, że nic nie zostało przemilczane ze wstydu lub strachu?

Anna Fiałkowska

Czy mnie martwi, że tak dużo dziewczyn otagowało się #metoo? Ano martwi mnie. Więc jak mogę nie mieć serca dla takiej pożytecznej akcji? Przecież pokazała ona, jak wiele dziewczyn jest zagrożonych, jak wiele dziewczyn doświadcza upokorzenia, czuje wstyd, jest przestraszonych. Tak, tak, wszystko fajnie. Wszystko na swoim miejscu. Tylko co ja mam teraz zrobić z tą wiedzą? Mam się sama poklepać po ramieniu przed komputerem, że nie jestem sama? Mam sobie pogratulować, że też jestem ofiarą?

Aldona Kopkiewicz

A więc to już? Jest już tak źle? Polska jest już krajem, w którym dochodzi do samospalenia? To pytanie kołatało mi się po głowie, gdy przeczytałam wiadomość, że ktoś podpalił się w akcie protestu przeciwko polityce PiS. Wydaje mi się, że to pytanie – pytanie o adekwatność tego gestu czy też poczucie, że nie da się go uzasadnić, choć należy traktować go z całą powagą i nad nim boleć – towarzyszy każdemu, kto przejął się tym zdarzeniem (a nie wszyscy się przejęli, wielu na forach rechocze, niektórzy przymykają oko, bo to pewnie pewnie wariat).

Gabriel Krawczyk

Z jakichś względów uprzedzonym wobec feministek czytelnikom Solnit powtarza do znudzenia: nie każdy mężczyzna jest winny. Źle się jednak dzieje, gdy głos kobiet pozostaje niesłyszalny. Gdy doradza się kobiecie, by nie szła ciemną uliczką i by zakładała dłuższe spódniczki, równocześnie usprawiedliwiając męski instynkt drapieżcy. Gdy wyśmiewa się Marsze Szmat, a ofiary męskiego przymusu diagnozuje się jako histeryczki. Solnit dyskutuje z kulturą gwałtu i powtarza: nie o wojnę płci tutaj chodzi, lecz o wojnę ról płciowych – tego, co każe usprawiedliwiać jednych i zakazywać czegoś innym.

Dawid Juraszek

Język nam nie pomaga. Mówimy neutralnie, wręcz flegmatycznie, „zmiana klimatu”, choć bardziej realistycznie byłoby mówić o zapaści lub załamaniu klimatu. Mówimy miło i przyjaźnie „ocieplenie”, choć do czynienia mamy raczej z przegrzaniem. Słowa uspokajają nas, zamiast pobudzać do czynu. I zbyt wielu z nas skwapliwie z tego korzysta, by się bawić i robić kasę. Może i jestem pesymistą. Tak, zaczynam się mentalnie przygotowywać na surrealistyczną, lecz realną ewentualność, że szybciej, niż nam się wydaje, świat, który znamy, się skończy.

Dominika Dymińska

Trwająca właśnie akcja #metoo, która w swoich założeniach ma ukazywać ogromną skalę molestowania kobiet, doczekała się wielu złośliwych komentarzy ze strony mężczyzn. Do tego doszły jeszcze ich skargi na molestowanie ze strony kobiet. Nie twierdzę, że takie przypadki nie mają miejsca. Ale czy naprawdę nie można pozwolić kobietom powiedzieć czegoś nie dopowiadając natychmiast: „a co z…?”, „a mężczyźni to…”? Najpierw trzeba by uznać, że nie wszystko kręci się wokół mężczyzn. A z tym zadaniem najwyraźniej nie radzą sobie nawet lewicowi publicyści podpisujący się pod feministycznymi hasłami.

Maja Staśko

I małe dziewczynki idą do Komunii świętej i grzecznie klękają, i przymykają oczy, i wysuwają języki, i podchodzi do nich wielki pan, i staje nad nimi, i wkłada im coś do ust, ciało ponoć, i idzie do kolejnej, bo to taka fabryka grzecznych dziewczynek grzecznie przyjmujących w siebie obce ciało, a one połykają, bez gryzienia, broń boże, choć wolałyby zobaczyć najpierw, co ksiądz im wkłada do ust. Ale gdy wyciągają opłatek z ust i patrzą, siostra zakonna krzyczy, a wszyscy potępiająco się na nie gapią. Gdy robi to Piotrek z klasy, siostra zakonna się śmieje i grozi palcem, bo Piotrek to nie mała dziewczynka.

Wojtek Żubr Boliński

Nie umiem rozstrzygać w swojej głowie konfliktów, bo dostrzegam strzępki racji najczęściej po obu stronach, takie moje przekleństwo. Wiecie, ja sam za sebkami wyklętymi raczej nie przepadam, choćby dlatego, że nie czuję się w ich pobliżu bezpiecznie. To chyba dobry powód. Sam chętnie założyłbym sobie czasem barwy narodowe i pocieszył się z bycia Polakiem, bo ja swoją tożsamość narodową całkiem (ciągle jeszcze) lubię, chociaż często atakuję formę polską, bo to jest moja forma i mi wolno.

Konrad Janczura

W polskiej literaturze oficjalnie przodują dwie gałęzie przemysłu: przemysł pamięciowy i przemysł gombrowiczowy. Istnieją produkty sezonowe, takie jak książki o latach dziewięćdziesiątych, kobiece refleksje o śmierci, kryminały religijne albo tzw. pokoleniowe manifesty, ale generalnie wystarczą jakieś Złote żniwa czy Kronos i od razu wszystko nabiera tempa. „Władza daje kasę, a kasa to władza” – jak śpiewał przed laty Dezerter. Polacy nie muszą czytać książek o ludobójstwach ani tym bardziej o Gombrowiczu, ale one w Polsce po prostu muszą być wydawane.

Projekt Petronela Sztela      Realizacja realis

Nasz serwis używa plików cookies do prawidłowego działania strony. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień dla plików cookies oznacza, że będą one zapisywane w pamięci urządzenia. Ustawienia te można zmieniać w przeglądarce internetowej. Więcej informacji udostępniamy w naszej polityce prywatności.

Zgadzam się na użycie plików cookies.

EU Cookie Directive Module Information